Mówiono mu, że  nie ma żadnych szans, że ma się pogodzić z tym, co nieuniknione. Ale on postanowił żyć. 93% – o tyle, po 4 latach, zmniejszył się guz, który w głowie Kamila tkwi niczym tykająca bomba. Ale żeby dobić nowotwór, potrzebne są środki – ogromne środki! Jeśli się nie znajdą, 4 lata leczenia i walki pójdą na marne!

 

Praca w sądzie, magisterka z resocjalizacji, gra w drużynie piłkarskiej… To wszystko było kiedyś, w dawnym życiu. Dzisiaj już go nie ma, jest za to biel ścian szpitala, kolejne leki i rozpaczliwa walka o środki. A zaczęło się niewinnie, od bólu głowy. To był maj 2012 roku.

 

Mama miała złe przeczucia i jakoś zdobyła skierowanie na badanie na rezonans. Po wynik pojechałem już tylko ja, bo akurat miałem dzień wolny, Kamil był w pracy – opowiada Daniel, brat Kamila. Też przeczuwałem coś złego. Pośpiesznie rozerwałem kopertę, spojrzałem od razu na wyniki, gdzie było napisane wprost – guz mózgu. Od razu pobiegłem do lekarza opisującego badanie, a ten powiedział mi że sprawa jest bardzo poważna i trzeba szybko działać. I tak z dnia na dzień nasze życie legło w gruzach.

 

Glejak II stopnia. Złośliwy nowotwór. Potem wszystko działo się szybko: biopsja, pogorszenie stanu Kamila, natychmiastowa operacja. Lekarze uspokajali, że trzeba jedynie przetrwać operację i potem wszystko będzie ok, uwierzyliśmy… Kamil był bardzo dzielny. Pamiętam, jak odprowadziliśmy go na łóżku pod samą salę operacyjną i jak już drzwi się zamknęły, to nogi nam się ugięły, nie wiedzieliśmy, czy jeszcze zobaczymy go żywego. To najgorsza chwila w naszym życiu.

 

Wydawało się, że trwająca wiele godzin operacja się udała – guz został wycięty w całości. Nie minęło jednak parę miesięcy, jak odrósł. Tak po prostu. Kamil przeszedł więc drugą operację, dłuższą i cięższą niż poprzednia. Guz się rozrósł, nie dało się go wyciąć w całości.

 

Po 3 miesiącach odrósł ponownie. Miał taką samą wielkość jak przed operacją. Zajmował ¼ mózgu Kamila.

 

Zaczęliśmy gorączkowo szukać i robić konsultacje – z początku Warszawa, Katowice, Poznań. Pamiętam jak pewna pani z recepcji szpitala powiedziała, że mamy dać sobie spokój, że cały świat walczy z tą chorobą i nie ma na nią lekarstwa. Ale nie poddaliśmy się. Szukaliśmy wszędzie. Niemcy, Belgia, Szwajcaria, USA… Wciąż powtarzano – nie można pomóc, mamy się pogodzić, nie ciągać Kamila po szpitalach, żeby nie kojarzył z nimi ostatnich miesięcy życia… Ale my nie mogliśmy się pogodzić z tym, że Kamil ma po prostu umrzeć.

 

Szansa przyszła zza oceanu, z kliniki w Houston, znanej z leczenia glejaka, gdzie stosuje się terapię genową. Rozpoczęła się walka o środki. Walka o to, by uratować Kamila. Sprzedaż mieszkania, kredyt, kolejne zbiórki… W międzyczasie Kamil przeszedł radioterapię, po której doznał udaru mózgu – przestał logicznie myśleć, cofnął się w rozwoju o kilkanaście lat. Wylądował na wózku, nie pamiętał prawie nic. Wyjechał jednak do Houston, gdzie zaczęła się walka z chorobą. Po kilku tygodniach Kamil wstał z wózka, widzieliśmy poprawę, potem odstawił chodzik, a badania pokazały że guz zmniejszył się o 34%. Wiedzieliśmy już, że leczenie działa. Kamil został wyciągnięty już prawie spod ziemi.

 

Dzisiaj, po 4 latach, guz jest o 93% mniejszy niż na samym początku leczenia. Pierwszy etap terapii spowolnił rozwój choroby, ta jednak zaatakuje, kiedy organizm osłabnie, a nowotwór przyzwyczai się do leków. Pozostało 7% aktywnego guza, który odrośnie, jeśli leki okażą się za słabe. Każdy progres choroby może już zabić Kamila, bo glejak, który odrasta po raz kolejny, jest już mocniejszy od poprzedniego i  nauczony obrony na poprzednie leki. Współpracujemy i konsultujemy wyniki Kamila z innymi lekarzami-  badaczami i onkologami, żeby stworzyć jak najskuteczniejszą terapię. Jedyną szansą dla Kamila jest stosowanie leków, na ile pozwolą nam środki finansowe i wytrzymałość organizmu. Któryś z nich lub ich kombinacja może okazać się zwycięska. Także każdy kolejny dzień, w którym Kamil jest z nami, w którym żyje, to zwycięstwo.

Przeszliśmy już ogromnie ciężką i długą drogę, żeby dotrzeć do miejsca, w którym się znaleźliśmy. Byliśmy już prawie na drugim świecie, a mimo to udało się. Wydaliśmy już fortunę, pozbywając się wszystkiego, co mieliśmy i nie stać nas na drugi etap, który może uratować Kamilowi życie. Siedzimy na bombie, mamy coraz mniej sił, ale mimo wszystko jesteśmy mocno zdeterminowani, żeby walczyć. Dotknęliśmy już samego dna i było to najgorsze, czego w życiu doświadczyliśmy. Bardzo nie chcemy tam wracać. Bardzo tęsknimy za zwykłym szarym życiem i zastanawiamy się jakby to było wrócić do pracy, na studia… Jesteśmy tym tak podekscytowani, jakby to miało oznaczać wygraną w totka. Bo w rzeczywistości.. pokonanie glejaka tym właśnie będzie. Pomóż nam wygrać życie na nowo.

—————-

 

A tak zaczęła się historia Kamila:

O czym myślałbyś, mając raka mózgu?

Kamil myśli o powrocie na Święta do domu. Tylko na które? Na które pozwoli guz. Nazywa się glejak i siedzi w mózgu mojego brata, Kamila. My nazywamy go potworem, strasznym paskudztwem, które rozlewa się po mózgu. Trudno jest go wyciąć, a że jest to nowotwór złośliwy, to operacje niewiele dają. Wiemy to, bo Kamil przeszedł już dwie. I guz powrócił, większy i groźniejszy. Drugi zabieg zadziałał jak płachta na byka, a radykalna radioterapia, która miała pomóc w walce z chorobą – jedynie pogorszyła stan Kamila – nastąpił udar mózgu, natomiast nowotwór na dobre zadomowił się w głowie Kamila, osiągając wielkość 7 x 7 cm!

 A zaczęło się od bólu głowy. Wydawałoby się, że to nic groźnego, ot, tabletka przeciwbólowa i przejdzie. Nie przeszedł. Badania wykazały glejaka. Był to maj 2012, końcówka studiów Kamila, wymarzona praca w sądzie – idealny początek dorosłego życia. Choroba sprawiła, że Kamil musiał zamienić garnitur na szpitalną piżamę, a pisanie magisterki na wysyłanie niezliczonej ilości maili z prośbą o konsultację. Gdy możliwości leczenia w Polsce się wyczerpały, zaczęliśmy szukać za granicą. Nasz cel był jeden – pozbyć się guza. Nie tylko go leczyć, ale wyleczyć. Guz zajmował 1/4 mózgu Kamila i był jak tykająca bomba. W Polsce nie było już żadnej nadziei. Poza wyrokiem za kilka miesięcy w zawiasach na kilka lat. Nie było czasu do stracenia, glejaki szybko odrastają, a że są oporne na leczenie, to sieją spustoszenie w mózgu. Szukaliśmy pomocy, gdzie się dało. Szwajcaria, Niemcy, Belgia – wszystko na nic, żadnej nowej nadziei. Usłyszałem tylko, że po co ciągam brata na konsultacje w takim stanie. Miałem się poddać i pozwolić mu spokojnie umrzeć? Nigdy!

 Postanowiłem udowodnić, że nie ma rzeczy niemożliwych… po długich poszukiwaniach znaleźliśmy klinikę w Houston, która na swoim koncie ma wiele zwycięstw z glejakiem. Kamil został zakwalifikowany na leczenie metodą terapii genowej. Jedyne, co nas powstrzymało, żeby się spakować i lecieć za ocean to koszty: 600.000 zł za dwuletnie leczenie. Przez pół roku zbieraliśmy potrzebne fundusze. Szło powoli, ale i kwota do zebrania była kosmiczna. Gdy mieliśmy zebrane 200 tys. zł, postanowiliśmy, że nie ma na co czekać – lecimy do Houston! I była to najlepsza decyzja, jaką mogliśmy wtedy podjąć. Gdyby Kamil jeszcze chwilę był w Polsce – najprawdopodobniej nie przeżyłby następnych kilku miesięcy…

 

 

W klinice jesteśmy od 24 sierpnia. Po 5 tygodniach leczenia antyneoplastonami otrzymaliśmy zdjęcia mózgu Kamila…guz zmniejszył się o 34%. Terapia działa, i to działa rewelacyjnie! Jeśli w takim tempie będziemy pozbywać się guza, Kamil wróci do Polski szybciej, niż było planowane. Mieliśmy świadomość, że terapia mogła nie zadziałać, ale to była ostatnia deska ratunku. I działa, niszczy tego przeklętego guza!

 

Prosimy o pomoc w dalszej walce z glejakiem. Kamil przeszedł długą drogę, żeby być w tym miejscu, w którym jest teraz. Największą porażką będzie powrót do Polski, gdzie nie ma szans na wyleczenie. Koszty są ogromne, a dodatkowe leki mogą je zwiększać. Chcielibyśmy zebrać chociaż część potrzebnej kwoty, żeby Kamil nadal mógł być leczony metodą terapii genowej. Prosimy, bądźcie z nami w tym trudnym, ale dającym nadzieję na powrót do zdrowia, czasie. Bardzo tego potrzebujemy.

 

Daniel, brat Kamila

 

__________________

Numer konta zbiórki znajduje się w panelu płatności (kliknij przycisk „Wesprzyj” -> przelew tradycyjny)

 Aktualizacja: 5 grudnia podczas kolejnego badania okazało się, że po 5 miesiącach leczenia guz zmniejszył się o 45%. Leczenie działa! Trzymamy kciuki za Kamila, żeby kolejne miesiące całkowicie zniszczyły tego nieproszonego gościa. I żeby mógł wrócić do domu, do życia, z którego wyrwała go choroba.

 terapia_burzynskiego guz się zmniejszył

 

15 maja 2014 roku: Guz jest mniejszy ok. 49% od stanu z początku leczenia, ale co najważniejsze – cały czas traci aktywność, co oznacza, że leczenie dziala.

 

“Kochani, za nami już ponad 8 miesięcy leczenia, jednak żeby myśleć o zwycięstwie potrzebnych jest jeszcze wiele kolejnych spędzonych za Oceanem. Bez Waszego wsparcia nie byłoby nas tutaj i tylko z Waszym wsparciem jesteśmy w stanie myśleć o szczęśliwym zakończeniu naszej historii. Z całego serca prosimy o dalsze wsparcie dla Kamila, który jest dla nas najdzielniejszym człowiekiem pod Słońcem”

 

2 stycznia 2015: Leczenie Kamila kosztuje średnio 7 tysięcy dolarów miesięcznie. Jest to koszt pierwszego etapu leczenia, które powinno zakończyć się za kilka miesięcy. Potem prawdopodobnie Kamil rozpocznie kolejny etap, który może kosztować 600 lub nawet 800 tys zł. Problem z glejakami jest taki, że leczenie jest dynamiczne i terapia dopasowana do rezultatów. Do tej pory udało się zmniejszyć guza o nieco ponad 50 % i zmniejszyć jego agresywność. Zrobili dobrą bazę pod dalsze leczenie, które jest co namniej dwuetapowe. Do tej pory wydaliśmy ponad 350 tys zł, a całe leczenie może kosztować ponad milion zł. Dlatego tak ważne są dla nas wszystkie drogi pozyskiwania środków na leczenie. Glejak który został zaleczony tylko po części, potrafi zabić w przeciągu kilku, kilkunastu dni-  tak potrafi odwrócić się sytuacja.

 

30 września 2015: Guz Kamila wedlug najnowszych badań jest o 75% mniejszy w porównaniu do badania z początku leczenia w Houston. W dalszym ciągu bywają lepsze i gorsze dni, spowodowane ilością przyjmowanych leków, ale pozytywne wyniki jakie otrzymaliśmy utrzymują nas w nadziei, że ten potwór jest do pokonania. Ogromnie dziękujemy Wam, że jesteście z nami – to dzięki Wam udaje nam się finansować leczenie Kamila, podarowując mu szansę na przezwyciężenie śmiertelnej choroby, na co nikt już nam nie dawał szans.

 

7 stycznia 2016: Ostatnie badania wykazały kolejne zmniejszenie się guza! Dziś złośliwy nowotwór mózgu, z którym walczy Kamil jest mniejszy o 93% w porównaniu z obrazami z początku leczenia (sierpień 2013). W kolejnych miesiącach będzie kontynuowane pełne leczenie, nie zwalniamy obrotów. Wyniki pokazują, że leki dalej działają i możliwa jest pełna odpowiedź na terapię. To co było uważane za niemożliwe powoli staje się faktem i dzieje na naszych oczach. Kamil dodatkowo walczy ze skutkami radioterapii i wywołanym przez nią deficytem neurologicznym, tutaj również czekają nas terapie mające usprawnić funkcjonowanie mózgu.

terapia_burzyńskiego guz się zmniejszył

źródło: https://www.siepomaga.pl/kamil